LATO, REMONT, ZEBRANIE REDAKCJI

Przebudziłem się, patrzę, sufit, a wczoraj było tak pięknie…

Zadzwonił telefon. Poderwałem się i rozpocząłem nerwowe poszukiwania… Ucichł, ale i tak postanowiłem go odnaleźć, jest przecież niezbędny… Po kilku nieudanych akcjach zdecydowałem, że jeśli zadzwoni jeszcze raz, to nie dam mu szans, bo przecież wiem już gdzie go nie ma. Słońce prześwietliło mieszkanie na wskroś. Namolny kot ociera się o nogi wyznając miłość. Jedyny moment czułości. Za chwilę zje i zniknie w ogrodowych czeluściach…

Zwykły poranek i zwykłe zdarzenia, które stawiają człowieka w pionie, smarują stawy i każą wędrować w życie… Chleb dziwnie się kroi, ale chociaż widać, że to ręczna robota to obeszło się bez plastrów… To samo z żółtym serem. Pomidora postanawiam już nie męczyć. Atakuję go w całości… Łyk herbaty,  jakieś przemyślenia, próba planu na najbliższe chwile… Telefon!

Znalazłem drania błyskawicznie, nie wiadomo dlaczego był w skarpetce. Nie miałem czasu nawet dokładniej się zdziwić, bo już płynął z niego syreni blond głos;

– Dzisiaj o 11.00 zebranie redakcji. Stop. Obecność obowiązkowa. Stop. Bez odbioru.

Serce przyspieszyło spodziewając się najwyraźniej, że i reszta ciała zrobi to samo. W nadwyrężony program dnia wbił się nowy punkt i to społeczny. Dopasował się tak jakby w nim tkwił od miesiąca.

Kawa uświadomiła mi aktualny stan rzeczy, remont domu podejrzliwie obserwowany przez bliskich i dalszych sąsiadów. Rozebrana szopa postawiona A.D. 1978 jako siedziba sztabu ds. budowy domu. Wywiezione dwie tony złomu, 50 m³ żmudnie zbieranych przez lata drobiazgów mających kiedyś się przydać… Żal? Właściwie zdziwienie odzyskaną przestrzenią… Meble stawiane pod drzewem na ulicy znikały niczym gorące bułeczki. Pojawiła się nawet karteczka: – Kiedy następna dostawa?

Nadprogramowym rowerem ucieszył się główny rozbiórkowy, człowiek niezwykle przemyślny i silny, bez którego nie byłoby tak spektakularnego sukcesu…

Nie skończyłem reasumowania a już okazało się, że dochodzi jedenasta. Zebranie!

W redakcji nikogo, jedynie przemiła gospodyni karmiąca panią bibliotekarkę dopiero co sporządzoną konfiturą jabłkową.

– Spadają niczym manna, grzech by było ich nie wykorzystać. Maleństwa. Roboty jak przy haftowaniu, ale efekt… Sam spróbuj.

– Mmmm, pyszne!

11.07. Z braku obecności serca redakcji gospodyni wykonuje ponaglający telefon.

– Już biegną. Zatrzymały je jakieś nadzwyczajne sprawy.

Dzwonek do drzwi, zawierucha, i stół w salonie zaludnia się do granic możliwości.

– Moi drodzy, zaczynamy jak zwykle od podsumowania ostatniego numeru…

I rozpoczęła się szczegółowa analiza wszystkiego tego co udało nam się opublikować w radosnym numerze pod wezwaniem Dnia Dziecka. Poza niezwykle mądrymi tekstami o przemijaniu, bibliotece, z którą dzielimy przyjaźń od zawsze, promieniowaniu, które leczy, o Hindusach w Wawrze, młodych sportowcach, pięknym pomyśle na życie, niańczeniu, poezji dziadka, prywatnej bibliotece, złośliwym felietonie spod kapelusza, pojawiło się 11 zdjęć redaktorów do tego stopnia odmłodzonych, że aż powstał z tej okazji konkurs. Nie wygram… Udało mi się rozpoznać jedynie siebie…

Na stół wjechały przemyślne kanapki, ciasta, jagodzianki, galaretki i coś, o czym w samo południe nie wypada wspominać, nawet jeśli jest się jedynie obserwatorem, bo przepisy ruchu drogowego nie pozwalają na więcej…

– Moi drodzy proszę o pomysły do następnego wydania…

Tu zebranie zmieniło się w tajne, bo przecież bez sensu byłoby ujawnianie niespodzianek misternie szykowanych przez ciało redaktorskie. Zapowiada się w każdym razie hit. Pomysły prześcigały się z cateringiem. Długopis redaktor naczelnej rozgrzewał się do czerwoności. Senior redaktor z uznaniem kwitowała większość pomysłów dystyngowanym skinięciem głowy. Redaktor prowadząca, autorka wegańskich kanapek, po czterech godzinach owocnej pracy, zasugerowała koniec spotkania. Przyjęliśmy to z niekłamanym rozczarowaniem. Na delikatne pytanie o podwyżkę, redaktor naczelna hojnym gestem podniosła wszystkim wynagrodzenie o 100%! Ktoś stwierdził:

– Zero podniesione o 100% to chyba dwa zera. Zawsze coś.

ps

Omawiany na zebraniu numer można przejrzeć poniżej:

Reklamy

2 myśli w temacie “LATO, REMONT, ZEBRANIE REDAKCJI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s