O TYM, JAK CASANOVA SKOŃCZYŁ POD PANTOFLEM

 

Jeden z moich pierwszych autorytetów, któremu do tej pory nie mogę darować, że pożyczył ode mnie na chwilę angielski kompas  w gumowej oponce i ta chwila trwa już ponad 60 lat…

Otóż ten jeden z pierwszych moich autorytetów, od którego uczyłem się jednoczesnego palenia dziesięciu papierosów wciśniętych na szerokość dziecięcych ust…

Ten gość, masakrujący wszystkich rówieśników umiejętnościami piłkarskimi…

On, zarywający najpiękniejsze kąski płci przeciwnej, okazał się w rezultacie człowiekiem niezaradnym. Już po pierwszym skonsumowanym małżeństwie zaczął pracować na ciuchach w Rembertowie. Zawdzięczał to starszej o pięć lat siostrze, która w owych czasach stawiała na intensywną wymianę handlową z krajami demoludów.

To on, zapalając pierwszego papierosa, rozsiadał się w turystycznym foteliku, przed właśnie otwartym kramem, zabierając się do lektury nekrologów w Życiu Warszawy, głośno wzdychał:

– Trzeba zobaczyć kto dzisiaj rzucił palenie…

Ten mój przyjaciel z sąsiedztwa i wczesnej edukacji, chwilę po incydencie handlowym, a może i w trakcie, został taksówkarzem.

Nie wiem co teraz się z nim dokładnie dzieje, ale wiem,  że to jeden z trzech kumpli taksówkarzy, który przeniósł swój interes za ocean.

Gdybym posiadał dar przepowiadania…

Chociaż czasami wydaje mi się, że posiadam… Potrafiłem przecież przewidzieć kilka drobnych faktów takich jak upadek kogoś z drabiny, dymisję kierownika, czy sytuację w budce z piwem przy Politechnice Warszawskiej (1973), kiedy jeden z roztargnionych bywalców włożył niezakręconą butelkę spirytusu dnem do góry za spodnie na wysokości rozporka. Przewidziałem, że będzie cierpiał i to dwukrotnie. Raz z powodu pioruńskiego bólu towarzyszącego dezynfekcji centrum męskości, dwa z niemożliwości wylizania chociażby resztek…

Gdybym jednak posiadał prawdziwy dar przewidywania, to bym wiedział, że ów kumpel z młodości zostanie w rezultacie taksówkarzem. Wszystkie cechy, którymi mi tak imponował przypisałbym przyszłemu zawodowi. Być może wtedy nasza znajomość  przebiegałaby inaczej, bo ja przecież chciałem być księdzem…

Ostatnie wieści z USA szepczą, że mój ideał, zdobywca niewieścich serc, handlowiec, piłkarz, taksówkarz , swoim drugim podejściem do małżeństwa, radykalnie zmienił stosunek do życia. Nie dość, że stał się pantoflarzem,  to jeszcze takim co to słowa nie może powiedzieć… Nie mogę sobie j tego wyobrazić… On wódz, bawidamek, światowy człowiek…

Cóż, świat się zmienia, ludzie też…

Choć każda wiosna jest identyczna, to za każdym razem wypada równie mocno się nią cieszyć, nawet oglądając jej wdzięki z pozycji mocno przyciśniętej damskim papuciem.

I mam nadzieję, że on to jednak robi.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s