KAC

Moje pierwsze zetknięcie z Kacem miało miejsce w szkole podstawowej. Nie, wtedy nie popijałem; po prostu mój kolega nosił takie nazwisko. Kiedy  jednak  skończyłem osiemnaście lat, wszedłem w okres „smakowania pełni życia” i …  poznałem tradycyjne znaczenie tego słowa. Skorzystałem  nawet z popularnej metody walki z tego typu zjawiskiem – klin klinem. Ale na szczęście szybko  zrozumiałem  jej wadliwość:  pozwala  ona wpaść ratującemu się w pętlę nieskończoności, a to już jest mało ciekawe…

W czasach wczesnych prób i błędów doznałem szczególnego przypadku. Kiedy wybudzałem się z  przeżyć imieninowych, nieporadnie wracając do rzeczywistości, objawił mi się… Anioł Stróż. Uniósł mnie w górę i z lotu ptaka pokazał porzucony na kanapie wrak człowieka. Obraz zbliżał się i oddalał, jakbym szybował nieustająco. Po wielu latach dowiedziałem się, że to typowy objaw zapadania w śmierć kliniczną;  a przecież to były tylko niewinne imieniny…

Wrócę jednak do obrazu normalnego kaca, który z  nadprzyrodzoną siłą prowadzi człowieka do lodówki, by tam sięgnął po taki cud natury jak ogórki konserwowe. Gdzieś z tyłu głowy pojawia  się wtedy wielosłowie:

– I po co ci to było?

– Mogłeś przestać w odpowiednim momencie…

– Teraz masz za swoje!

Przegryzane ogórki zagłuszają zgryźliwe uwagi, ale nie do końca.

Pulsujące złośliwości powracają i nic z nimi nie można zrobić, bo najwyraźniej jest to głos sumienia, a ono potrafi być naprawdę upierdliwe… Nic nie jest w stanie go zagłuszyć. Ani łapczywie przełykana zalewa ogórkowa, która na nosie zostawia  gałązkę kopru, ani rozpryskujący się o podłogę słoik. Z sumieniem ciężko wygrać, trzeba uciekać się do podstępu… Może wpadnięcie w wir pracy zacierania śladów  po przyjęciu? Ale talerze potrafią tak o siebie dzwonić i w takiej wysokiej tonacji… Może szum wody! Ale sam, tylko on,  bez jakichkolwiek brzęków…! Może wanna, pełne zanurzenie i takie dźwięki, jakby delfiny szły nam z pomocą…

Jeszcze za komuny współczułem katowiczanom rejestracji samochodowej, z której krzyczały trzy litery: KAC! Bolesne, przynajmniej w takich właśnie sytuacjach jak powyżej, a profilaktyka żadna.

Dyskutując z własnym sumieniem doszedłem do wniosku, że temat przedawkowania jest bardzo stary. W podstawówce omawialiśmy fraszkę Kochanowskiego (XVI w.) na temat beztroskiego pijaństwa.

Zastanawia mnie, dlaczego wielki poeta nie opisał kaca, przecież miałoby to naprawdę wychowawczy wpływ i może teraz bylibyśmy społeczeństwem w zupełnie innym miejscu…

O DOKTORZE HISZPANIE

 – Nasz dobry doktor spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze.
– Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,
A sami przedsię bywajmy weseli!
– Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!
– Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana.
– Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
– Jedna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!
– By jeno jedna – doktor na to powie.
Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,
a doktorowi mózg się we łbie mąci.
– Trudny – powiada – mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s