KŁOPOTY WYCHOWAWCZE

W piaskownicy piasek nie każdemu służy… Chłopczykowi zabrano łopatkę, bo uderzył nią koleżankę w głowę. Rozpacz ograbionego trwała krótko. Zaczął ciskać piaskiem. Nastąpiło wyprowadzenie agresora z piaskownicy.

– Zachowujesz się bardzo nieładnie. Musisz opuścić piaskownicę, bo dzieci nie mogą się przez ciebie bawić.

Perswazja nie udała się. Chłopczyk padł na piach i krzycząc, że nigdzie nie pójdzie, jął  okładać Matkę Ziemię wszystkimi kończynami.

W odległych czasach mojego dzieciństwa, nasze opiekunki przedszkolne (zakonnice), chwytały takiego delikwenta i wynosiły w bezpieczne miejsce. Jeden z takich systematycznie wynoszonych wywodził się z rodziny tzw. patologicznej. Jego nieznośność doprowadziła do tego, że przywiązywany był za nogę do fortepianu. Taki rodzaj aresztu pozwalał pozostałym przedszkolakom prawie normalnie egzystować. Prawie, bo aresztant odbijał sobie wykrzykując zasłyszane w domu różne potoczne powiedzenia. My, świętoszki udawaliśmy, że nic nie słyszymy i pilnie oddawaliśmy się codziennym zajęciom.

W beztroskich latach, kiedy upaństwowiono naszą szkołę podstawową prowadzoną przez siostry zakonne, przyszło nam zderzyć się z siłą proletariatu. Przed pierwszą lekcją jak zwykle czekaliśmy na nauczyciela. Kiedy zaczął wchodzić wszyscy wstaliśmy, a dyżurny intonował poranną modlitwę…

– Co wy mówicie! Nie widzicie, że tu nie ma żadnego krzyża, tylko wisi nasz Pierwszy Sekretarz i Premier!

Siła przyzwyczajenia zrobiła swoje, ale szybko przestawiliśmy się na nowe tory.

Zniknęła część naszych kolegów dojeżdżających z krańców Warszawy, bo zaczęła obowiązywać rejonizacja. Na ich miejsce pojawiły się orły, które do tej pory omijaliśmy szerokim łukiem na naszym  osiedlu. Zlikwidowano kaplicę i wszelkie oznaki wiary katolickiej. Z całego personelu ocalała jedynie woźna, która dalej dla nas była przemiłą osobą. Kierownik szkoły, o głębokich przekonaniach politycznych, potrafił wyłuskiwać spośród nas najbardziej nieznośne przypadki i dotkliwie karcić je na porannych apelach szkolnych.

Takim przypadkiem był oczywiście wcześniej wspomniany przywiązywany do  fortepianu. W naszych nowych szkolnych realiach awangardowo wręcz wyprzedzał różnego typu przestępcze warianty. Jednego dnia był karcony za spowodowanie powodzi w męskiej łazience, drugiego dnia ścigano go za jej podpalenie. Jestem przekonany, że gdyby nauczyciele inaczej spojrzeli na jego pomysłowość, to mielibyśmy teraz kolejnego laureata nagrody Nobla.

W okolicach Wielkanocy wymyślił proste działko wodne. Otóż wygrzebał na śmietniku Fabryki Wyrobów Gumowych metrowe wentyle do rowerów. Jeden koniec zawiązał i przeciągnął przez spodnie, koszulę i prawy rękaw. Wystającą niezawiązaną końcówkę umieścił na kranie i całość napełnił wodą tak, że wodna parówka ułożyła mu się wygodnie wzdłuż ciała. Wbrew pozorom w wentylu mieściło się sporo wody pod dużym ciśnieniem. Z takim elastycznym urządzeniem wychodził na zapełniony gawiedzią korytarz i oddawał wodną salwę w kierunku tłumu. Co  się wtedy działo  trudno opisać…

W tamtych czasach niesfornych uczniów ciągano za uszy. Ten wynalazca miał je porządnie naderwane. My, świętoszki, popalaliśmy sobie w zaciszu podwórek domowych i raz nawet w wyniku dziwnego donosu też trafiliśmy do gabinetu kierownika. Przyjął nas częstując papierosami, ale jakoś nikt nie miał ochoty zapalić. Skończyło się na nieoficjalnej naganie.

Ten przywiązany do fortepianu (ale nie muzyk) zabawiał się ogniem na różne sposoby. Oczywiście palił papierosy i różnego typu kopcie w szkolnym kibelku, ale lubił też podpalać śmietnik, z którego dym wędrował prosto do otwartych okien podstawówki… Z czasem genialny umysł zawiązał tajne kółko pirotechniczne. Na zakonspirowanych zebraniach konstruował z wybrańcami klucze strzelające, puszki karbidowe, petardy i wreszcie rakiety. Prezesowi kółka przypisuje się również potężny wybuch na Resurekcjach, który ogłuszył i przepłoszył wiernych. W tym wypadku nasz bohater sięgnął już do najwyższej półki, czyli wyniesionych z wojska bardzo silnych środków wybuchowych…

Cóż, gdyby zaczynał w dzisiejszej piaskownicy, może trafiłby na właściwych nauczycieli i wyszedł na ludzi. Z tego co wiem nie wyszedł, a po różnego rodzaju wątkach kryminalnych trafił do piachu,  ale już nie w piaskownicy…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s