ROZPOZNAWALNOŚĆ

Zdarzyło się kilka razy, że zostałem rozpoznany gdzieś w świecie, gdzie nie przypuszczałem,  że ktoś może mnie znać. Jeżdżąc na wiejskie wakacje często słyszałem reakcję na mój widok:

– O, to ten mały od Lucjanów…

Dziadek umarł jeszcze przed wojną. Nie poznałem go osobiście i z początku nie kojarzyłem, że od Lucjanów to właśnie ja jestem, ale z czasem przywykłem.

Przy kumplach z wioski byłem wersją jakby bardziej wypasioną. Nie dość, że od Lucjanów to jeszcze z Warszawy. Nawet okoliczny proboszcz wiedział kto ja jestem i dodatkowo czule głaskał mnie po głowie kiedy umieszczałem na tacy przekazane mi przez dorosłych monety.

Kilka razy w życiu byłem  świadkiem sprzeczek, które kończyły się w dość teatralny sposób zdaniem:

– Pan nie wie kto ja jestem!

Zawsze kiedy mógłbym takiego zdania użyć, docierało do mnie wcześniej, że ja sam nie wiem kim ja jestem…

W wojsku przylgnęła do mnie opinia gościa który dużo może. Kilka razy, ku mojemu zdziwieniu, dowiadywałem się od starszych roczników, że gdybym chciał, to bym tu rządził. Może to dlatego, że zawsze miałem przy sobie jakąś książkę, albo czasopismo o sztuce, a jak wiadomo tajemnica budzi  respekt. Z tego powodu nie tylko koledzy marszczyli czoło w mocnym zamyśleniu, ale nawet oficerowie. Dodatkowo malowałem różnego rodzaju plansze, projektowałem różności na użytek najwyższych władz jednostki, czasami woziłem służbowe przesyłki jadąc na urlop do stolicy. To wszystko razem najwyraźniej było powodem okazywanego mi szacunku przez brać mundurową. Nawet, kiedy dyżurny oficer złapał mnie wracającego na kompanię z dziwnie przeładowaną teczką, sytuacja zakończyła się dość interesująco.

– Obywatelu mat co wy tam niesiecie?!

– Obywatelu bosmanie melduję, że to skórzana teczka!

– Pozwólcie do mnie, jeśli to nie wódka, to was puszczę!

– Melduję obywatelu bosmanie, że nie wódka!

– Co?! Co?! Co to jest?!!!

– Dwadzieścia piw obywatelu bosmanie. Nie wódka!

– Ilu was do tego?!

– Dwudziestu, obywatelu bosmanie!

– Odmeldować się i natychmiast wypić mi to świństwo!

– Tak jest obywatelu bosmanie!

– I przynieście puste butelki, bo jeszcze was ktoś zobaczy!

Butelek nie odniosłem, bo było nas do tej bateryjki nie dwudziestu a czterech, no i jakoś wyleciał mi  ten rozkaz z głowy… Teraz właśnie, po czterdziestu latach, jakby zdarzył się ciąg dalszy przygody wojskowej. Otóż postanowiłem popisać się ekologicznym podejściem do świata i sześć ciężko uzbieranych butelek od piwa poniosłem do sklepu oddalonego ode mnie o 800 metrów.

– Dzień dobry. Chciałem oddać opakowania szklane.

– A paragon jest?

– Jaki paragon? Nic pani nie mówiła przy zakupie, że mam przynieść paragon…

– Ale ja pana nie znam. Krysiu, znasz tego pana?

– To tylko przyjmujecie po znajomości?

– Przykro mi,  ale takie mamy wytyczne.

Opakowania zwrotne umieściłem w koszu stojącym przed sklepem. Niech sobie paniusie zarobią… I poszedłem zirytowany do księgarni w sąsiedztwie.

– O, jest pan. Już mamy książki, które pan zamawiał.

Dziwne. Dwa sklepy obok siebie, w jednym rozpoznają mnie już w drzwiach,  a w drugim kompletnie mnie nie kojarzą.

Trochę to przykre, bo urodziłem się w tej okolicy, nawet obserwowałem budowę obu sklepów w latach sześćdziesiątych, a tu takie buty…

Cóż, pozostaje się cieszyć, że to właśnie w księgarni jestem rozpoznawalny.

Reklamy

2 thoughts on “ROZPOZNAWALNOŚĆ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s