AKUPUNKTURA

Moje pierwsze zetknięcie z tą starą chińską metodą leczenia miało miejsce naprawdę dawno, bo we wczesnym dzieciństwie… Atmosfera zbudowana była perfekcyjnie. Śpiew ptaków, szum wody, kojący upał… Pluskaliśmy się z rodzeństwem w jeziorku wśród pobliskiego lasu a gdy poczułem lekkie zmęczenie, usiadłem na piasku… i to w tym właśnie momencie nastąpiło moje pierwsze zetknięcie z akupunkturą. Jak oparzony skoczyłem po ratunek do mamy odpoczywającej w cieniu drzew. Lamentując pokazywałem szczypiące mnie miejsce a mama zamiast udzielić pierwszej pomocy, zanosiła się od śmiechu! Puchłem z bólu, ale musiałem odczekać aż się uspokoi. Oględziny wykazały pięć żądeł dzikich pszczół…

Na drugi dzień kolega w przedszkolu stwierdził:

– Trzeba było nasikać.

Syn aptekarki, wiedział co mówi.

Wbijanie szpilek czy igieł stało się dla mnie codziennością, bo moi rodzice prowadzili pracownię czapniczą. Wraz z pojawieniem się silników elektrycznych przy maszynach do szycia zwiększyła się szybkość pracy, ale też i zwiększyło się ryzyko. Jak każde dziecko lubiłem bawić się na podłodze. Jak każde dziecko byłem zainteresowany wszystkim co się rusza. W górze, na blacie maszyny, odbywał się proces szycia, a ja zastanawiałem się nad sposobem działania nowo zamontowanego silnika. Kiedy mama przestawała naciskać pedał, silnik przestawał warczeć, maszyna stawała. Postanowiłem wspomóc mamę i całym sobą docisnąłem zwolniony pedał. Rozległ się przerażający wrzask! Krawcowa przeszyła sobie palce!

Jaką nicią nie pamiętam, bo musiałem ratować się ucieczką. Wiem jednak, że to dzięki tej właśnie akupunkturze mama do dziś ma zdrowe palce.

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku koleżanka, plastyczka-pedagog, opowiedziała mi jak akupunkturą wyleczyć złodzieja z niecnych czynów. Dość często przemieszczała się środkami komunikacji miejskiej i któregoś razu wygramoliła się z zatłoczonego tramwaju z rozciętą torebką i bez portfela. Postanowiła się zemścić. Zaczęła jeździć z czymś w rodzaju jeża w torebce. Zwierzątko zrobione było z kulki twardego styropianu i sporej kolekcji nastroszonych krawieckich  igieł. Przynęta czekała około miesiąca. W zatłoczonym tramwaju rozległ się wrzask. Raniony dresiarz wyskoczył z pojazdu wraz z wbitym po kości leczniczym jeżem…

Myślę sobie o tych wszystkich wcześniejszych przypadkach leżąc z 25 igłami wbitymi na całym ciele i wsłuchując się jednocześnie w atmosferę miejsca.

– Mówiłem żeby pani zmywała korytarz po południu a nie kiedy przyjmuję pacjentów! Teraz całą wodę, a właściwie błoto, mam w gabinecie!

Pomimo porannej pory lampy świecą prosto w oczy… Lekarz przyjmuje kolejną komórkę z wielką uprzejmością umawiając się na zabieg… Za oknem panowie omawiają warunki pracy przy asyście dudniącej śmieciarki…

Atmosfera zbudowana perfekcyjnie.

Z głośnika rozbrzmiewa śpiew ptaków, szum wody, kojąca muzyka…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s