CHRIS

Chris.jpg_1500

Zaprowadził nas do naszego garażu. Pokazał piłkę do drewna, imadło i nakreślił w powietrzu coś na kształt prostokąta.

– Okno?

– Może wejście? Dziura…

Zorientował się, że błądzimy i zaczął pokazywać nam drewniany blat. Popukał w niego, wreszcie machnął ręka i poszedł.

Staliśmy z bratem jak wryci.

– Mógłby mówić po polsku, przecież ciotka mówi…

– Ale wujek, tak jak i on, tylko po szwedzku…

Wrócił uśmiechnięty z elegancką metrową deską co to ją tata przewidział na naprawę ławki ogrodowej. Machaliśmy, że nie, że potrzebna, ale perfekcyjnie unieruchomił  znalezisko w poniemieckim imadle i jął pracować piłką burcząc co chwila:

– Jävla det, czy coś w tym sensie.

Wyciął.

– To chyba wiosło…

– E, maczuga…

Zaczął czegoś szukać pokazując, że musi oszlifować dzieło. Daliśmy hebel. Trochę nim poruszał i znowu zaczął pokazywać, że papier, że szlifuje…

– Papier ścierny!

– Nie mamy…

Pokazałem mu jak dziadek uczył mnie szlifować drewno kawałkiem szkiełka. Zaskoczył i zrobił tyle ile mu było potrzeba.

– Brrr, wrr,wrr… i kręcił przy tym spiralki palcem.

– Wiertarka!

– Ale tata zabronił…

– Dawaj, w imię przyjaźni szwedzko-polskiej!

Wywiercił dwa otwory i znowu zaczął szukać. Znalazł szprychę, Wygiął w kształcie litery L, umocował w wywierconych otworach.

– Winchester! Powiedział dumnie składając się do strzału.

– Ciekawe, a naboje?

Zanim zapytałem już zniknął i wrócił z babcinymi gumkami do weków. Zahaczył o początek lufy, naciągnął i z drugiej strony zahaczył o kawałek wystającej szprychy. Złożył się do strzału, strzelił i  pogonił kota kotu sąsiadów.

– Ale jazda!

– To całkowicie wyjaśnia potop szwedzki…

Zrobił trzy takie karabiny. Laliśmy się do upadłego między krzakami porzeczek.

Babka zaczęła się krzywić i ograniczać nam naboje. Walki ustały.

To działo się na początku lat sześćdziesiątych. Krzysiek więcej do Polski nie przyjechał. Spotkaliśmy się u niego, w Szwecji. Tym winchesterem najwyraźniej sobie wywróżył przyszłość, bo w 71 roku trafił na parę miesięcy do wojska. Akurat wtedy przyjechaliśmy, ale o strzelaniu już nie było mowy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s